Wpływ różnych środków smarnych na działanie broni strzeleckiej

W niektórych opracowaniach ukazały się raporty dotyczące problemów broni strzeleckiej użytej w Iraku czy Afganistanie w warunkach silnego zapiaszczenia. Użycie niewłaściwego środka smarnego może doprowadzić do tragicznych konsekwencji w wypadku zacięcia mechanizmu w niewłaściwym momencie, w najlepszym przypadku do przyspieszonego wyrobienia broni. Raporty z Iraku jednoznacznie wskazują, że tzw. mokre smarowanie nie zdaje tam absolutnie egzaminu. Problem ten nie jest nowością.

Już pył krzemionkowy zacinał MG 34 użyte przez Africa Corps w drugiej wojnie światowej. Raporty te znane są ludziom z logistyki. Istnieją środki smarne, które daleko lepiej sprawdzają się w warunkach silnych zanieczyszczeń. Dlaczego ich się nie używa? Wymienione poniżej lubrykanty znane są wszystkim, którzy mają cokolwiek wspólnego z remontami silników spalinowych i maszyn w ogóle. Tzw. suche środki smarne znane są już od drugiej połowy lat czterdziestych. Używają ich także niektórzy strzelcy. Opisany poniżej test dokonywany był przez cywilnych posiadaczy kilkanaście lat wstecz na jednej ze strzelnic w Kanadzie (obecnie takie strzelanie przy użyciu prywatnie posiadanej broni maszynowej jest tam nielegalne – patrz następstwa zakazu tzw. Bill C10 sprowokowanego przez aspołeczne zachowanie się niektórych osobników arabskiego pochodzenia). Wynik testu można było przewidzieć z góry. Użyta była prywatna broń. Chce zaznaczyć, że nie zajmuje się dystrybucja środków smarnych, nie mam też nic wspólnego z tzw. reklamą.

Większość instrukcji obsługi broni strzeleckiej zaleca używanie lekkiego oleju maszynowego do smarowania mechanizmu broni. W zasadzie jest to norma. Niektórzy stosują smar łożyskowy, reklamuje się nawet WD40 czy środek o nazwie Break Free CLP. Duży odsetek strzelców używa broni „suchej”. Co zatem wybrać?

Broń strzelecka jest w zasadzie silnikiem cieplnym, z tą różnicą, że pracującym na dużo wyższym zakresie temperatur i ciśnień. Te ostatnie dochodzą do 3700 bar. Mamy do czynienia z współpracującymi ze sobą parami kinematycznymi, często przy wysokich naciskach jednostkowych, przy szybkościach do 5 m/s (jest to np. prędkość ruchu suwadła). Żeby współpracujące z sobą elementy nie wykazywały przedwczesnego zużycia, musi być zastosowane jakieś smarowanie.

Żeby sobie to porównanie lepiej uzmysłowić, wyobraźmy sobie udoskonalony ckm Maxim znany jako Vickers mod.1912, po wystrzeleniu ogniem ciągłym ok 500 naboi, przy zdjętym wężu parowym łączącym chłodnicę wodną z kanistrem skraplacza. Widok poruszających się dźwigni przeładowania, końcówki lufy w odrzutniku, przesuwająca się taśma nabojowa oraz para buchająca ze złączki węża dają bardzo malowniczy widok i jednocześnie pomagają uzmysłowić sobie fakt, że wspomniany ckm jest w gruncie rzeczy silnikiem cieplnym. W naszym silniku tłok (pocisk) waży kilkanaście gram i porusza się z prędkością kilkuset m/s. Oczywiście, silnik cieplny dla ciągłej pracy musi mieć smarowanie i chłodzenie. Tuleja cylindrowa (lufa) posiada własny płaszcz wodny, mechanizm kolankowy zamka do pewnego stopnia imituje mechanizm korbowy silnika.

We wspomnianym Vickersie brak smarowania szybko doprowadzi do nadmiernego wyrobienia części, podobnie jak w każdym silniku. Oczywiście w silniku mamy filtr dla zasysanego powietrza, plus filtr oleju. Tego warunku nie da się zrealizować w broni strzeleckiej, aczkolwiek zasada klina smarnego i równanie Reynoldsa (opisujące wytwarzanie się klina smarnego) nadal obowiązują. Główny problem ze smarowaniem broni strzeleckiej polega na obecności zanieczyszczeń. Załóżmy, że broń jest używana w terenie piaszczystym a na dodatek wieje wiatr. Pył krzemionkowy, zmieszany z olejem daje świetną pastę szlifierska. I tu przykład broni z II wojny, włoskiego ckm-u Fiat Revelli mod.1914. Ten model używał zamka półswobodnego, którego ruch wsteczny razem z łuską zaczynał się, gdy pocisk był jeszcze w lufie. Oznacza to bardzo wysoką siłę tarcia miedzy łuską a ścianką komory nabojowej. Łuski naboi musiały być oliwione(odnosi sie tylko do wersji produkowanej w latach 30stych, póżniejsze egzemplarze posiadały tzw. rowki Revellego)  żeby nie nastąpiło rozerwanie łuski. W tym celu u góry komory zamkowej znajdował się zbiornik oleju z knotem, który smarował łuski podawanych naboi. W efekcie broń ta zawsze była zapaćkana olejem, który to zmieszany z pyłem dawał wspomnianą pastę szlifierską i przyspieszone wyrobienie broni.

Drobinki piasku przyklejone olejem do mechanizmu mogą też powodować zacięcia. Tu wyjściem są większe luzy części np. polski przedwojenny ckm Browning wz 1930, który dzięki powiększonym luzom w mechanizmie zamka był bardziej niezawodny w warunkach zapiaszczenia niż oryginalny amerykański pierwowzór Browning 1917A1.

Oczywiście dla większości cywilnych strzelców, posiadających tylko broń krótką, problem wyrobienia przez wspomnianą pastę szlifierską, jeżeli w ogóle wystąpi, to w małym stopniu. Na ogół nie będzie też problemem chłodzenie broni. Jednak zacięcie pistoletu użytego do tzw. samoobrony z w/w powodów (tj. niewłaściwe smarowanie, lub zbyt ciasne spasowanie części) może mieć tragiczne skutki. I tu przechodzimy do tzw. suchych środków smarnych:

Osobiście jestem zwolennikiem Molykotu (dwusiarczku molibdenu), lub grafitu w sprayu. Warto tu przytoczyć przykłady użycia paru typów broni.

Żeby w pełni wykazać zalety tego typu smarowania, logiczne było użycie broni, która ze względu na małe luzy, ma zwiększone tendencje do zacięć w warunkach zanieczyszczeń.

Na początek znany wśród kolekcjonerów niemiecki ukm MG34. W przeciwieństwie do późniejszego MG42, trzydziestka czwórka  ze względu na konstrukcję jest znacznie bardziej czuła na zanieczyszczenia. Podczas naszej próby broń była zamontowana na trójnożnej podstawie Lafette 34 (użyta jako ckm), w niskim położeniu, na terenie piaszczystym, plus wspomniany dość silny boczny wiatr. Nie było to zamierzone – po prostu tak się złożyło, że tego dnia silnie dmuchało. Według oryginalnej instrukcji metalowe ogniwka taśmy (Gurt 34) i cały mechanizm powinny być lekko naoliwione. Efekt łatwy do przewidzenia. Po kilkunastu minutowym wystawieniu na obsypywanie piaskiem i po wystrzeleniu niecałej taśmy krótkimi seriami wystąpiło zacięcie mechanizmu przesuwu taśmy. Broń została rozebrana, wszystkie części przetarte do sucha, następnie lekko natryskane wspomnianym Molykotem w sprayu. Po błyskawicznym odparowaniu nośnika na metalowych częściach widoczny był lekki szary nalot. Kolejne 4 taśmy seriami (1000 naboi) i już ani jednego zacięcia.

Podobne testy były powtarzane z rkm FN FAL 50-41. I tu scenariusz był podobny. Naoliwione suwadło zacina się w prowadnicach. Suchy Molykot użyty później wydłuża strzelanie do kilkunastu magazynków. Na marginesie można dodać, że angielska wersja FAL posiadała ukośne rowki na zewnętrznych powierzchniach suwadła, które miały zabezpieczyć przed zacięciem spowodowanym piaskiem. FN FAL jest świetnie wyważoną i celna bronią, ale ze względu na ciasne prowadnice suwadła oraz niewielką przestrzeń wewnątrz komory zamkowej na akumulacje zanieczyszczeń „nie lubi piachu”. Z dostępnych „ciasnych” pistoletów maszynowych, przy strzelaniu z pozycji leżącej (plus wspomniany wiatr zacinający piaskiem ), szybko zaciął się MP38. Smarowanie suche tak samo jak w przypadku MG34 przedłożyło znacznie strzelanie.

Użyte pistolety CZ75 i 1911A1 były ręcznie pasowane. Ten ostatni montowany z podzespołów z kilku wytwórni, na zasadzie doboru części nadwymiarowych (szkielet, suwadło) następnie ręcznie spasowanych dla zapewnienia min. luzów i dużej celności. Jest to broń w stylu pistoletu wyczynowego Colt Gold Cup, ale z bardziej niezawodnym mechanizmem spustowym i bardziej wytrzymałym szkieletem wykonanym ze stali nierdzewnej 17 – 4 PH, o twardości ok 55 RC (normalnie suwadło jest twardsze od szkieletu, tu odwrotnie. Obie te części nigdy nie powinny mieć tej samej twardości). Oryginalne pistolety tego typu są dożo luźniejsze, pewniej działają w warunkach zanieczyszczeń, ale mają nieco gorsze skupienie i trwałość. Podczas strzelania przy silnym wietrze podnoszącym tumany piasku zacięcia wystąpiły już po wystrzeleniu kilku magazynków jako środek smarny użyty był lekki smar łożyskowy. Ten typ smarowania polecany był przez starszą instrukcję. Po wytarciu broni do sucha i natryskaniu Molykotem strzelanie odbywało się bez zacięć.

P08 czyli popularny Parabellum, przy suchym smarowaniu był bardziej niezawodny od Visa. Obydwa testowane pistolety były w stanie prawie nieużywanym. Zadziwiający w tym jest fakt, że P08 jest bardzo „ciasną” bronią. Broń kolekcjonerska, jeśli używana, to na ogół w bardziej sterylnych warunkach, tu chodziło o „real life conditions”. Zachowanie się danych egzemplarzy też było łatwe do przewidzenia. Są to wszystko dobrze sprawdzone konstrukcje sprzed kilkunastu czy kilkudziesięciu lat.

Niektóre typy broni są wyjątkowo odporne na zanieczyszczenie piaskiem. PM Sterling Mk 4 strzelał bez względu na rodzaj smarowania. Użycie lekkiego smaru łożyskowego w tych warunkach nie dało zacięcia. Zamek tej broni posiada charakterystyczne śrubowe rowki, które mają za zadanie usuwanie zanieczyszczeń z wnętrza komory zamkowej. Podobnie odporny okazał się H&K 91A2. Nie udały się również próby zacięcia MG42 i PK. Ten ostatni swoją odporność na piasek, oprócz prostoty mechanizmu, zawdzięcza trzem samoczynnie zamykającym się osłonom „uszczelniającym” komorę zamkową (rozwiązanie skopiowane z ckm-u SGM). Prymitywny Sten Mk II przestał strzelać dopiero po zaaplikowaniu cienkiej warstewki smaru łożyskowego. Nie udało się zgodnie z oczekiwaniem zaciąć Glocka P 17, H&K USP cal 045, oraz Steyr GB. T 58, czyli popularnej tetetki, ale w kalibrze 9 mm przestała strzelać dopiero po zaaplikowaniu smaru łożyskowego.

Powyższe problemy były oczywiste. Użycie smarów o wysokiej lepkości do broni samoczynnej powoduje wzrost energii koniecznej (Ek) dla uruchomienia mechanizmu. Jeżeli Ek będzie wyższa lub równa od energii rozporządzalnej Er, broń po prostu przestanie działać. Dla przypomnienia – używając oleju czy smaru do broni należy pamiętać o jego indeksie wiskozowym. Przy temp. minus 40 stopni (np. w kanadyjskim Yukonie) schłodzona do tej temperatury broń nasmarowana poprzednio gęstym olejem przekładniowym (bo taki był pod ręką) zostanie kompletnie zablokowana. Strzelanie przy tak niskich temperaturach powoduje dodatkowe problemy (ale opis tego to temat na oddzielne opracowanie).

Użycie oleju jako środka smarnego ma jedną niezaprzeczalną zaletę – łatwość penetracji mechanizmu. Użycie lekkiego smaru łożyskowego czy wspomnianego Molykotu oznacza konieczność demontażu mechanizmu celem przesmarowania wszystkich powierzchni ciernych. W tym wypadku trzeba zdecydować, czy zależy nam na prostocie obsługi, czy celem ma być niezawodność broni.

Reklamowany w Polsce spray WD40 jest słabym środkiem smarnym o średnich właściwościach antykorozyjnych, za to jest niezłym penetrantem. Dobry do czyszczenia luf i części broni stykających się z gazami prochowymi. Wystarczy namoczyć w/w części w WD40 i po paru godzinach wytrzeć. Dla pewności proces ten można powtórzyć 2 razy. Przydatny do czyszczenia nierozbieralnych tłumików przez parogodzinne zanurzenie.

Broń smarowana zalecanym przez US Army środkiem o nazwie Break Free CLP, według amerykańskich danych, wykazuje zwiększony stopień zużycia. Nośnik CLP jest niezłym środkiem czyszczącym. Problem z właściwościami smarnymi wynika z tego, że drobinki teflonu, który ma być lubrykantem, spokojnie siedzą sobie na dnie pojemnika, o ile się go nie potrząsa w trakcie użycia.

Dla smarowania broni w temperaturach od -12 do -23 stopni C, według norm US Army należy używać CLP, LSA, lub LAW. W temp. poniżej -23 stopni C należy używać tylko LAW. W/w środki smarne posiadają również właściwości czyszczące – usuwają nagar.

Pistolety Glock wewnątrz prowadnic zamka smarowane są fabrycznie pastą Copperslip. Są to mikroskopijne kuleczki miedzi, w nośniku o dobrych właściwościach antykorozyjnych. Copperslip itp., normalnie używa się ich do smarowania śrub mocujących kolektory wydechowe silników spalinowych itp. Środek ten posiada wysoką odporność na temperaturę. W teorii mikrokuleczki miedzi będące lubrykantem pracują jak łożysko kulkowe. Poza Glockiem nikt nie używa tego smaru do broni strzeleckiej, a już w ogóle do broni wyczynowej o małych luzach. Z pewnością nie powinno się używać pasty Copperslip do smarowania egzemplarzy broni o aluminiowych szkieletach, a to ze względu na zbliżoną twardość stopu aluminiowego i wspomnianych mikrokuleczek miedzi. Po prostu uzyskamy pastę szlifierska. (Na marginesie – nikt zainteresowany posiadaniem trwałej broni nie powinien używać pistoletów o aluminiowych szkieletach).

Z wymienionych tu kilku środków smarnych, smary suche mają jedną dużą zaletę – nie przyklejają się do nich zanieczyszczenia,  jak dzieje się w przypadku oleju, czy będzie to piasek, czy niespalone cząsteczki prochu. Wymieniany wyżej Copperslip można zaliczyć do smarów półpłynnych. Ze względu na swoje właściwości na pewno jest to ciekawa propozycja, warta wypróbowania. Wczesnej produkcji (druga polowa lat 70-tych do 1980r.) broń ze stali nierdzewnej nigdy nie powinna być używana bez smarowania, ze względu na zacieranie się części. Np pistolet Vega – kopia modelu 1911A1 „na sucho” wytrzymywał nie więcej jak 400-600 strzałów ze względu na szybkie powiększanie się luzów, wynikłe ze wspomnianego zacierania. Wprowadzenie domieszki selenu plus lepsza obróbka cieplna usunęły te mankamenty. Bez względu na rodzaj wybranego smarowania nie wolno zaniedbywać normalnego czyszczenia broni.

Zbigniew Szkudlarek

Wszystkie prawa zastrzeżone.

Wykorzystywanie i publikowanie materiałów znajdujących się w witrynie www.greenmenclan.com  zabronione bez pisemnej zgody autora.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

56 − 55 =