Parę uwag na temat rewolwerów

Poniższe opracowanie zawiera krytyczne uwagi dotyczące konstrukcji i problemów eksploatacyjnych układu broni strzeleckiej o nazwie rewolwer. Użytkownicy, czy kolekcjonerzy rewolwerów powinni w tym momencie zapomnieć o drugo czy trzeciorzędnych detalach jak wartość historyczna tego typu broni czy w niektórych przypadkach piękna
grawerka na niektórych egzemplarzach, a wziąć pod uwagę wady tej konstrukcji, których jest znacznie więcej niż zalet.

Niektóre stare i sprawdzone rozwiązania w konstrukcji broni strzeleckiej używane są do dziś, inne nie wytrzymały próby czasu i należy je odstawić do muzeum. Z tych staroci, które po modyfikacji sprawdziły się można wymienić np. karabin rotacyjny Gatlinga. Co definitywnie nadaje się do odstawki, to układ broni o nazwie rewolwer który
już dawno znalazł się u końca swojej ewolucyjnej drogi rozwoju i wszelakie próby ożywienia tej konstrukcyjnej
mumii skazane są na niepowodzenie. Owszem, rewolwery są jeszcze w produkcji, ale jest to już tylko mały sektor rynku cywilnego. Największy zbyt maja kalibry .357 oraz .44 magnum, jednak liczba ich użytkowników spada
z roku na rok, o czym świadczą dostępne dane ze sprzedaży. Rewolwery dawno zostały usunięte z masowego użytku wojskowego czy policyjnego na całym świecie. Entuzjaści tych staroci nie zawsze mogą pogodzić się z realiami i za wszelką cenę próbują reanimować rewolwerowe trupy.

Rewolwer automatyczny Webley-Fosbery

Nie idzie tu tylko o rewolwery jako broń krotka, ale w ogóle o układ broni, w którym osie komór nabojowych umieszczone w obrotowym bębnie w momencie odpalenia muszą być synchronizowane z osią pojedynczej lufy, bo do dziś jest w użyciu parę modeli automatycznych działek rewolwerowych, których działanie opiera się o tę samą zasadę.

W układzie, w którym komora nabojowa jest integralna częścią lufy (np. pistolet) odpadają problemy współosiowości tych elementów. Problem współosiowości jest jedną z podstawowych wad układu rewolwerowego. Do tego dochodzi fakt istnienia szczeliny miedzy tylnym płaskiem lufy, a komorą nabojową bębna. W pistoletach z ruchomą lufą (chodzi o najczęściej stosowane modele działające na zasadzie krótkiego odrzutu lufy) też czasem trzeba się potrudzić dla skasowania zbędnych luzów, czyli spasowania broni. Ale ten problem można w prosty sposób obejść – istnieją
pistolety ze stałą lufą. Biorąc pod uwagę silniejsze naboje, wybór w zasadzie jest jeden – broń z zamkiem półswobodnym, czy gazowym opóźnieniem otwarcia (np. H&K P 9S czy Steyr GB). W przypadku rewolwerów, właściwych im problemów technicznych obejść się nie da.

Webley-Fosbery z lewej strony

Przeanalizujmy zatem, wady tej konstrukcji i podejmowane w ciągu ostatnich 45 lat próby zbudowania czegoś użytecznego na bazie idei, której ulepszyć się nie da.

Pierwszy problem układu komora nabojowa-lufa w rewolwerze to szyjka komory nabojowej w bębenku. Ta nigdy nie powinna mieć mniejszej średnicy niż średnica lufy, mierzona od bruzdy do bruzdy. Na skutek niedokładnej obróbki ten warunek nie zawsze jest spełniony. O ile średnica szyjki będzie wykonana z tolerancją w minusie, wynikiem będzie zmniejszenie średnicy przetłaczanego pocisku. Oczywiście jest to możliwe tylko w odniesieniu do pocisków z miękkim płaszczem lub ołowianych. Próba przepchnięcia pocisku ze stalowym płaszczem przez zwężoną szyjkę spowodowałaby poważny wzrost ciśnienia maksymalnego. Nie produkuje się jednak amunicji rewolwerowej
o stalowych płaszczach. Redukcja średnicy pocisku w szyjce komory poniżej średnicy lufy mierzonej miedzy bruzdami, po wejściu pocisku w cześć gwintowaną lufy spowoduje przedmuch gazów miedzy powierzchnią bruzdy a pociskiem. Ma to negatywny wpływ na trwałość lufy. Pół biedy, gdy używamy pocisków płaszczowych. Gorzej, gdy mamy do czynienia z pociskami ołowianymi. Nawet przy niskich prędkościach wylotowych, gdy normalnie opór przetłaczania nie wywoła zaołowienia lufy, podgrzewanie bocznych powierzchni pocisku przez gazy na pewno to zjawisko wywoła. Dochodzą także straty gazowe, które w polskiej terminologii czasem określane są jako spadek
„dobroci broni” (ocenę tego starego określenia zostawiam czytelnikom). Przykładowo dla pocisków ołowianych (kalibry .357 i .44) najlepsze skupienie przestrzelin występuje, gdy spełnione są następujące warunki: pocisk powinien mieć średnicę większą od średnicy bruzda – bruzda od 0,0127 do 0,025 mm, średnica szyjki w komorze
nabojowej bębenka powinna być równa średnicy lufy mierzonej od bruzdy do bruzdy, z tolerancja (+) 0,01 do (+) 0,025 mm. Jak widać ołowiane pociski nie mogą mieć luzu w rowku lufy. Przy niewielkich odchyłkach wymiarowych szyjki w minusie naddatek można zebrać drobnym papierem ściernym osadzonym na wałku, lub przy pomocy
specjalnie w tym celu produkowanego rozwiertaka z kalibrowaną tulejka pilotującą. Dla egzemplarza rewolweru, w którym będą używane pociski z płaszczem lub odlewane ze stopu ołów/antymon powyższe kryteria wymiarowe także obowiązują. Jedyną różnicą jest dopuszczalny luz miedzy pociskiem a rowkiem do 0,025 mm. Przedmuch gazów
nie wywoła zaołowienia lufy. Skupienie przestrzelin powinno być ciasne. Właściwa średnica szyjki ma duży wpływ na uzyskanie dobrego skupienia przestrzelin.

Webley-Fosbery przekrój. Zespól odrzutowy w przednim położeniu

Następny problem to zgranie osi lufy i komór nabojowych bębenka z tolerancją do paru setek. Ze względu na tolerancje wykonania części mechanizmu przez rożnych wytwórców odstęp obu osi, dla nowych rewolwerów, przykładowo przyjmuje wartości: Freedom Arms 0,025 – 0,05 mm, Dan Wesson do 0,076 mm, Ruger do 0,127 mm, S&W do 0,152 mm. Osie komór nabojowych pokrywające się z osią lufy z minimalną tolerancją można spotkać np. w rewolwerach firmy Korth (jakość i trwałość tej broni usprawiedliwia wysoka cenę). Jak dużą wagę przywiązuje ta firma do dokładności wykonania komór nabojowych bębenka i późniejszego osiowania ich z lufą, można potwierdzić
fakt, że przy produkcji kombo .357 Magnum / 9×19 wiercenie i wstępne rozwiercanie komór odbywa się w jednym wałku, który później jest przecinany dla wykonania dwóch bębenków. Do tego problemu może dojść następny: osie poszczególnych komór nabojowych bębenka nie zawsze są rozmieszczone idealnie co 60° (dla sześciostrzałowych rewolwerów). Dla poprawienia rozmieszczenia osi komór niektórzy rusznikarze na kontynencie amerykańskim używają oprzyrządowania o nazwie The Clymer cylinder sizer for revolvers. Jest to specjalny uchwyt centrujący
z zestawem rozwiertaków do komór nabojowych. Oczywiście mówimy tu o wartościach korekty paru setnych milimetra.

Webley-Fosbery przekrój w pozycji odrzutu

Problem rozchodzenia się osi lufy i komory nabojowej bębenka, na skutek wyrobienia mechanizmu, można przyśpieszyć przez niewłaściwą eksploatację. Gwałtowne przyspieszenia kątowe bębenka podczas obrotu powodują zwiększone naciski jednostkowe na styku dźwigni obracającej bębenek i grzechotki. Obrót bębenka po ustawieniu następnej komory nabojowej na osi lufy jest następnie uderzeniowo hamowany przez zapadkę wchodzącą w wycięcie z boku bębenka. Efektem końcowym będzie zwiększone wyrobienie w/w par kinematycznych. Wniosek – jeżeli chcemy uniknąć wczesnego wystąpienia rozchodzenia się osi lufy i komory należy ograniczyć do minimum szybkie
strzelanie (DA czy SA). Zjawisko to także odnosi się do rewolwerów SA (np. Colt Peacemaker), jeżeli strzelanie przeprowadza się przez szybkie napinanie kurka dolną krawędzią dłoni, trzymając spust przez cały czas naciśnięty (tzw. fanning, często pokazywany na filmach o „dzikim zachodzie”). Dla rusznikarza zajmującego się takimi rewolwerami oznacza to potrzebę naprawiania wyrobionej górnej końcówki dźwigni obrotu bębenka, o ile oryginalne części są niedostępne. Boczne uderzenie w bębenek (np. przy upuszczeniu broni na twardą powierzchnię) może także doprowadzić do wygięcia ustalających go osi i nierównoległości komory nabojowej i lufy.

Rozwiertak stożka przejściowego 11 stopni

Na strzelnicach, gdzie często używa się rewolwery, tudzież u rusznikarzy zajmujących się tą bronią, można spotkać tzw. „indexing rod”, lub „range rod”. Jest to mosiężny wałek o pasowaniu suwliwym w lufie. Jeżeli  oś komory bębenka z grubsza pokrywa się z osią lufy, nasz sprawdzian włożony od wylotu lufy przejdzie aż do „recoil plate”, czyli tylnej poprzecznej płaszczyzny szkieletu, o którą opiera się denko łuski. Bębenek musi być w pozycji zablokowanej przez zapadkę, spust ściągnięty. W ten sposób należy sprawdzić osiowanie wszystkich komór. Nasz sprawdzian jest suwliwie pasowany na średnicę miedzy polami gwintu. Szyjka komory nabojowej bębenka powinna mieć średnice odpowiadającą odległości miedzy bruzdami plus wspomniana tolerancja do (+) 0,025 mm. Pomiar osiowania będzie w tym przypadku obarczony błędem równym podwójnej głębokości bruzdy plus tolerancja. Głębokość bruzdy dla broni strzeleckiej wynosi ok. 0,1 mm, zatem tolerancja osiowania przy użyciu „indexing rod” wynosi do (+) 0,225mm – umożliwi to funkcjonowanie broni, a nawet uzyskanie niezłego skupienia. Jednak każdy koneser „wychowany” na
pistoletach samopowtarzalnych będzie nad takim poziomem precyzji kręcił nosem. Z drugiej strony, czego na tym polu oczekiwać od wynalazków rodem z XIX wieku?

Rozwiertak stożka przejściowego 82 stopnie

Wymóg łagodnego wejścia pocisku w gwint oraz konieczność wycentrowania go w lufie wymuszoną przez rozejście się obu osi wprowadza nas w zagadnienie stożka przejściowego lufy. Teoretycznie średnica podstawy stożka powinna być równa średnicy przewodu mierzonej od bruzdy do bruzdy plus podwójna wartość odstępu obu osi (istnieje
oprzyrządowanie do przeprowadzenia takiego pomiaru). Mówiąc żartobliwie ta cześć lufy spełnia w rewolwerze rolę lejka, gdy osie lufy i komory nie pokrywają się. Ten fakt mówi sam za siebie, czego oczekiwać można od rewolwerów w zakresie osiowania, a szczególnie po dłuższym użyciu!

Wyrobienie w trakcie eksploatacji wymusza korektę w plusie średnicy stożka. Przykładowo dla rewolwerów Rugera średnice podstawy stożka są 0,45 do 0,66 mm większe od średnicy lufy mierzonej miedzy bruzdami gwintu. Przy poważnym rozejściu się osi komory nabojowej i lufy, centrowany przez stożek przejściowy pocisk jest przekaszany i ulega deformacji. Odnosi się to głownie do pocisków ołowianych. Skupienie przestrzelin przy użyciu tak zdeformowanych pocisków można sobie wyobrazić. Do wykonania stożka używa się rozwiertaków. Należy zaznaczyć, że przy wykonywaniu nowych luf, kąt rozwarcia stożka nie jest wartością normowaną, a zmienia się w zależności od typu użytych pocisków lub widzimisię producenta czy rusznikarza wykonującego naprawę. Dostępne są rozwiertaki o następujących katach rozwarcia:

-5° (stosowane np. przez firmę Ruger),
-11° tu przy użyciu pocisków ołowianych uzyskamy najmniejsza ich deformacje,
-18° jest to najczęściej stosowany kąt stożka,
-82° do załamania tylnej krawędzi stożka.

To nie koniec zabawy. Podczas wkręcania lufy w szkielet, na odcinku lufy stykającym się z gwintem szkieletu na skutek zacisku podczas „dociągania” występuje zmniejszenie średnicy wewnętrznej przewodu. Jest to reguła. Wartości mogą być tu spore – od 0,025 mm nawet do 0,1 mm. Pocisk po przeciśnięciu się przez ten odcinek ma już zmniejszoną średnicę zewnętrzną – krótko mówiąc jest prowadzony w lufie przez boczne krawędzie gwintu,
rozpalone gazy omywają jego boczne ścianki. I znów mamy wspomniane problemy przedmuchu gazów miedzy lufą a pociskiem.

Rysunek patentowy wczesnej wersji Dardicka. Szkielet 2 wciśnięty na gorąco na ramkę 1 w celu samowzmocnienia komory nabojowej

W celu usunięcia przewężenia można wskazać dwa wyjścia – docieranie lufy lub wykonanie dłuższego stożka przejściowego o kącie rozwarcia 1.5 stopnia. Proces docierania można wykonać dwoma sposobami.

Przy pomocy odlewu ołowianego – wlot lufy zablokować (za przewężeniem, np. w 1/3 długości), włożyć mosiężny pręt (ten powinien mieć karbowaną powierzchnię i średnicę mniejszą o parę milimetrów od średnicy lufy) następnie wlać do lufy ołów. Po zastygnięciu ołowiu nasz docierak jest gotów. Ołowiany odlew należy częściowo wysunąć z lufy (nie wolno wyjąć całkowicie) – umieścić na jego powierzchni nieco delikatnej pasty szlifierskiej i wsunąć w lufę. Podczas przepychania w pewnym momencie wystąpi większy opór. Tu dociera się krótkimi ruchami. Przewód lufy, przez
którego długość docierak przejdzie z takim samym oporem jest celem naszej obróbki. Dla uzyskania tego czasami trzeba odlewać docierak nawet kilka razy. Przed wykonaniem nowego odlewu lufa musi być dokładnie wyczyszczona. W podobny sposób docierano kiedyś lufy karabinów wyborowych. Należy także zwrócić uwagę, żeby pręt docieraka
nie dotykał do krawędzi wylotu lufy. Nawet lekkie uszkodzenie wylotu rujnuje celność. Drugi sposób docierania, można nazwać połączeniem przyjemnego z pożytecznym. Należy się zaopatrzyć w amunicje o ołowianych pociskach.
O ile sami elaborujemy naboje, z pocisków które mają rowek z woskiem, należy go usunąć przez wyprażanie. Podczas strzelania pociski pokryte cienką warstwą delikatnej pasty będą docierały lufę. Należy tu zwrócić uwagę na dwie rzeczy – muszą być to naboje o niskiej prędkości wylotowej dla uniknięcia zaołowienia lufy (są to prędkości
poddźwiękowe), oraz, co kilka strzałów należy dokładnie wyczyścić lufę przy pomocy WD 40 (lub podobnym środkiem). Taki sposób docierania prowadzi się seriami po 10 -12 strzałów. Po każdej serii używamy drobniejszej pasty. W obu sposobach docierania lufy zaczynać należy od delikatnej pasty szlifierskiej, kończąc na zielonej paście jubilerskiej. Czasami samo użycie zielonej pasty wystarcza dla uzyskania właściwej geometrii przewodu lufy. „Ogniowe” docieranie lufy czasami spotyka się w Stanach. Prawdziwą zaletą tej metody jest fakt, że uzyskamy minimalnie mniejszą średnicę lufy na wylocie w porównaniu z wlotem, co ma pozytywny wpływ na celność.

Wypada dodać kolejny problem, tym razem większości luf gwintowanych – wysokości gwintu. Biorąc pod uwagę przekrój poprzeczny, lufy nie zawsze są tej samej wysokości.

Zasada przeładowania Dardicka

Wypada dodać kolejny problem, tym razem większości luf gwintowanych – wysokości gwintu. Biorąc pod uwagę przekrój poprzeczny, lufy nie zawsze są tej samej wysokości. Następny problem układów rewolwerowych to
szczelina przód bębenka – tylni plask lufy. Dla umożliwienia działania mechanizmów rewolwerowych przy bardziej intensywnym strzelaniu musi istnieć pewien luz ruchowy uwzględniający termiczną rozszerzalność obu elementów. Wspomniany luz z reguły jest dodatkowo powiększony dla umożliwienia obrotu bębenka bez zacięć w przypadku
akumulacji nagaru i ołowiu (o ile używamy pocisków bez płaszcza). Szczelina oznacza także straty gazowe i związany z tym spadek prędkości wylotowej pocisku sięgający nawet do 10%. Sprawę pogarsza fakt, że szczelina znajduje się w strefie najwyższego ciśnienia. Szczelina ta ulega powiększeniu podczas eksploatacji rewolweru. Powodem jest „wysuniecie” lufy do przodu względem szkieletu, wynikłe z plastycznego odkształcenia gwintu osadczego lufy. Zjawisko to jest powodowane głównie oporem przetłaczania pocisku i występuje nie tylko w rewolwerach. Siły gazowe
powodują także odkształcenia szkieletu, ten problem można zmniejszyć przez jego właściwą konstrukcję – np. unikanie otwartych od góry szkieletów (patrz niektóre czarnoprochowe konstrukcje). Według badań wytworni Korth, mniejsza wartość szczeliny przyczynia się dodatkowo do redukcji naprężeń w szkielecie podczas strzelania.

Rysunek patentowy tulejki tround

Patent Naganta, w którym bębenek po wykonaniu obrotu przesuwany jest do przodu i nachodzi na tył lufy dawno wyszedł z użycia, poza rzadko spotykanym rewolwerem tarczowym rosyjskiej produkcji TOZ 36. W tym rozwiązaniu dodatkowo wymagany jest specjalny typ naboju, w którym wydłużona łuska ma dodatkowe zadanie uszczelnić połączenie komora nabojowa-lufa. Nawet to rozwiązanie nie gwarantuje dobrego uszczelnienia gazowego, także
usuwanie spęczonych w górnej części szyjki łusek wymaga użycia większej siły.

Na marginesie można tu wspomnieć rozwiązanie regulacji szczeliny zastosowane min. w rewolwerach Dan Wesson. Koszulka lufy wkręcana jest ręcznie w szkielet do momentu oparcia się o dostarczany z bronią szczelinomierz 0.006” (0,152 mm) ułożony na przedniej powierzchni bębenka. Na koszulkę nakłada się płaszcz i całość blokuje za pomocą
specjalnej nakrętki z gwintem drobnozwojowym, nakręcanej na przednią cześć koszulki. Koszulka podlega wówczas naprężeniom rozciągającym, co ją usztywnia dając w efekcie dobrą celność (patrz idea napinania lufy w nieprodukowanym już karabinie wyborowym Walther 2000). Próba zmniejszenia luzu bębenek-tył koszulki, do zakresu setnych milimetra, oczywiście spowoduje zakleszczenie obrotu bębenka już po kilkunastu szybko oddanych strzałach na skutek rozszerzalności termicznej elementów. Główną ideą ręcznie wkręcanej koszulki jest jednak
możliwość zastosowania przez użytkownika różnej długości luf w jednym egzemplarzu broni.

Dardick z lewej strony

Dla większości rewolwerów fabryczna wartość szczeliny wynosi 0.006” do 0.010” (0,152 mm do 0,254 mm). Nie jest to oczywiście reguła. Colt stosował szczelinę 0.004” (0,1 mm), największe szczeliny posiadają niektóre modele S&W – nawet do 0.012” (0,3 mm), co wg większości instrukcji naprawczych jest wyżej limitu naprawczego. Rewolwery na proch czarny mają minimalną wartość szczeliny większą – 0.008” (0,2 mm).

Po przekroczeniu górnej wartości szczeliny należy przeprowadzić korektę osadzenia lufy, w większości modeli przez przetoczenie jej kołnierza, oczywiście tego sposobu nie można zastosować w sporej ilości kopii starych czarnoprochowców. Aby po dociągnięciu lufy nie uzyskać przekoszonej muszki, należy przetoczyć kołnierz o wartość równą skokowi gwintu osadczego lufy, następnie splanować tylny płask lufy dla uzyskania minimalnej szczeliny, wtedy należy także rozwiercić stożek przejściowy do oryginalnego wymiaru. Nie uwzględnienie tej korekty może spowodować kolejny problem, uniemożliwi się poprawne działanie broni w sytuacji, gdy występuje wspomniane rozejście osi. W przypadku zbyt wielkiego rozejścia osi komory nabojowej i lufy, bok przepychanego gazami pocisku będzie podcinany przez krawędź tylniego plasku lufy, a drobiny metalu będą razić stojących obok strzelców. „Plujący” na boki drobinkami płaszcza pocisku lub ołowiu rewolwer, to oczywiście skrajny przypadek, ale się trafia. I znów mamy problem strzelania zdeformowanymi pociskami, a to oczywiście oznacza ciekawe ułożenie przestrzelin…

Rysunek patentowy rewolweru automatycznego Mateba

Gazy o wysokiej temperaturze i ciśnieniu powodują erozję gazową (wypalanie) wszystkich elementów z którymi się stykają. W rewolwerach erozja gazowa, przy użyciu wysokociśnieniowych naboi jak .357 Maximum (powiększony .357 Magnum) wystąpi nie tylko w przewodzie lufy, strumień rozpalonych gazów dodatkowo podcina górną cześć szkieletu powyżej szczeliny.

 

Już na marginesie – skutki erozji gazowej w odniesieniu do wspomnianych automatycznych armatek rewolwerowych dają  osobie znać przyspieszonym wypalaniem pierścieni uszczelniających lufy np. w rosyjskiej podwójnie sprzężonej armacie rewolwerowej AK 230 wytrzymałość tych pierścieni jest ok. 2 000 strzałów (są dwa typy pierścieni). Poza tym w większości armatek rewolwerowych problemem jest erozja gazowa luf od  strony szczeliny. Próbuje się temu zaradzić przez nowe technologie pokryć ochronnych luf i to nawet z niezłym wynikiem – np. w armatce Mauser BK 27 uzyskano resurs lufy 23 000 strzałów (jest to też resurs armatki).

Mateba Unica 6

Ktoś może zadać pytanie – jeżeli idea mechanizmu rewolwerowego jest chybiona, to dlaczego armatki rewolwerowe buduje się do dziś? Jedynym powodem istnienia tych mechanizmów jest możliwość uzyskania wysokiej szybkostrzelności teoretycznej (do 1 700 strzałów/min) połączonej ze zmniejszeniem raptowności cyklu dosyłania w porównaniu z tradycyjnymi systemami z zamkiem wykonującym ruch posuwisto-zwrotny. W armatkach rewolwerowych taśma nabojowa przesuwana jest przez zębatkę z tyłu bębna, dosyłacz sprzężony z ruchem bębna wyłuskuje naboje do przodu. Podobnie jak w rewolwerach, bęben musi być
raptownie hamowany przed każdym odpaleniem i przyspieszany po odpaleniu. Dla zmniejszenia bezwładności bęben posiada z reguły 4 komory nabojowe (są wyjątki). Mniejsza masa działka rewolwerowego jest jego zaletą w porównaniu z działkami systemu Gatlinga, w których sporą masę ma zestaw od 4 do 7 luf. W momencie otwarcia ognia, działko rewolwerowe strzela od razu z pełną szybkostrzelnością. Wirujący zestaw zamków i luf Gatlinga ma znacznie większą bezwładność i pełna szybkostrzelność osiągana jest tam o ułamki sekundy później, co ma znaczenie w broniach lotniczych i p.lotn. Gatlingi jednak osiągają kilkukrotnie wyższą szybkostrzelność teoretyczną (patrz Vulcan M 61 20 mm z szybkostrzelnością teoretyczną 6 000 strzałów/min) i mają większą trwałość. Pomysł wprowadzenia mechanizmu rewolwerowego do działek lotniczych i p.lotn. sięga drugiej wojny – patrz Mauser MG 231 C. Ale działka rewolwerowe to broń lotn. i p.lotn. kalibru do 30 mm, z napędem elektrycznym lub z tłokiem gazowym. Z niewiadomych powodów lubują się w tym tylko niektóre wytwórnie europejskie. My zajmujemy się bronią strzelecką.

 

Można wspomnieć inną próbę unowocześnienia rewolweru w połowie lat 60-tych ub. wieku – piętnastostrzałowy Dardick, który miał połączyć mechanizm rewolweru z zasilaniem z magazynka pudełkowego. Była to oczywiście próba zrównania możliwości ogniowych rewolweru z coraz częściej pojawiającymi się pistoletami samopowtarzalnymi o kilkunastostrzałowych magazynkach. Niewykluczone, że konstruktor oparł się pośrednio o rozwiązania z działek rewolwerowych. Co było nowością, to geometria przekroju poprzecznego podawanych naboi. Naboje tround należało załadować do magazynka pudełkowego
w uchwycie. Tround to skrót od „triangular round” co miało oznaczać nabój o przekroju trójkątnym, a ściślej mówiąc były to oryginalne naboje .22 LR, lub .38 SPL włożone w tulejki, które od zewnątrz były ograniczone trzema walcowymi płaszczyznami, o promieniu krzywizny równym promieniowi bębenka. Trounds
podawane były w górę przez podajnik magazynka, a następnie przez zewnętrzne wycięcia do bębenka o trzech komorach nabojowych. Działanie mechanizmu
spustowego, oraz obracanie bębenka odbywało się jak w rewolwerze SA/DA. W momencie odpalenia dwie powierzchnie tulejki tround podparte były przez
ścianki komory nabojowej bębenka, trzecia powierzchnia podparta była górną częścią wzmocnionego szkieletu. Przy dalszym obrocie bębenka tulejka tround
z wystrzeloną łuską napotykała na okno wylotowe z boku korpusu i wypadała na zewnątrz. Jak można wydedukować z opisu, bez owych trójkątnych tulejek
dla naboi broń była bezużyteczna. Dodatkowo, przed naładowaniem magazynka trzeba było załadować naboje do tulejek, a później pozbierać z ziemi tulejki
z wystrzelonymi łuskami, o ile strzelający nie posiadał na stanie sporego zapasu owych tulejek. Popyt na tę broń nie był duży, całe przedsięwzięcie skończyło
się tak, jak się musiało skończyć – plajtą.

Przykład wadliwej konstrukcji otwartego szkieletu podatnego na rozginanie od sił gazowych

 

Przy okazji – patentu o podobnej do wkładek tround logice używano w PRL po drugiej wojnie. Starsza generacja pamięta pistolet TT z oznaczeniem na zamku „Sportowy”. Otóż tenże sportowy TT używał wkładek o kształcie zewnętrznym ślepych naboi 7,62×25, w które ładowano następnie naboje .22 LR. Bez wkładek ten pistolet był bezużytecznym kawałkiem metalu. Tu z kolei pomysł zaczerpnięto z lat dwudziestych ub. wieku z USA, gdzie dla celów treningowych używano amunicji .22 LR włożonej w tulejki o kształcie łusek ślepych naboi 30-06 (dla użycia w ckm BMG 1917 A1 i 1919 A4). Fabrycznie nowe radomskie TT „Sportowy” były w Kanadzie i Europie zachodniej na sprzedaż w cenie ok. 70 dolarów w połowie lat 80 tych. Zbytu nie było, właśnie z powodu owych nieszczęsnych tulejek (wkładek). Oprócz pistoletu TT „Sportowy” wyprodukowano w Polsce także wersje pistoletu maszynowego PPS 43 kal .22 LR używającego tych samych wkładek.
Ten model PPS jest aktualnie absolutna rzadkością kolekcjonerską.

 

Mimo tych niedogodności zwolennicy rewolwerów nie rezygnują z walki. Kolejną próbą reanimacji był niedawno rewolwer automatyczny włoskiej firmy Mateba. Reklamówka produktu opatrzona była dramatycznym tytułem „Future is now”. Dowcip w tym, że zasada działania mechanizmu tej „future” ma już ponad 110 lat i w poprzednim wcieleniu nazywała się Webley-Fosbery. Był to jeden z wielu modeli rewolwerów automatycznych, w którym obrót bębenka i napinanie kurka odbywało się przy wykorzystaniu energii odrzutu. Rewolwer ten skonstruowany został z myślą o adoptowaniu go przez wojsko. Ani Anglicy, ani US Army, która
w tym czasie przeprowadzała testy, w wyniku których adoptowany został Colt model 1911, nie wykazali zainteresowania idea rewolweru automatycznego.

Rewolwer TOZ36  częściowo zdemontowany

Głównym założeniem Mateby było połączenie dwóch idei: umieszczenie osi lufy blisko uchwytu celem redukcji podrzutu broni, oraz zasady rewolweru automatycznego. Bęben Unica 6 nie posiada charakterystycznych dla Webley-Fosbery zewnętrznych rowków dla zatrzasku. Wymienna lufa Unica 6 jest umieszczona poniżej osi bębenka, co zmniejsza podrzut przy strzale. Inne jest umieszczenie bezpiecznika. Wadą jest otwarty od góry nad bębenkiem szkielet Unica 6. Takie rozwiązanie zmniejsza sztywność szkieletu. W momencie odpalenia, na skutek działania sił gazowych wystąpi zginanie przedniej części szkieletu
w dół, co z kolei spowoduje nierówną szczelinę między przednią powierzchnią bębenka a tylnim płaskiem lufy. Szczelina w tym wypadku będzie się szybciej powiększała w jej górnej części. Na skutek umieszczenia osi lufy poniżej osi obrotu bębenka, wspomniane rozginanie szkieletu w Matebie będzie dużo mniejsze niż np. w czarnoprochowych rewolwerach z otwartym od góry szkieletem i osią lufy powyżej osi bębenka. Tu błąd konstrukcyjny był ewidentny. Sprawę ratował fakt strzelania okrągłymi kulami z przybitką dającymi mały opór przetłaczania. Użycie pocisków z płaszczem spowodowałoby szybkie powiększenie szczeliny.

Rewolwer TOZ36 iglica z popychaczem bębenka w przednim położeniu

Skoro mowa o zginaniu szkieletu, można wspomnieć o kolejnej wadzie wszystkich rewolwerów posiadających tzw. side plate, tj. boczna płytkę szkieletu; patrz S&W, Colt itd… Szkielety tych rewolwerów są osłabione wycięciem na w/w płytkę. W momencie odpalenia siły gazowe powodują rozciąganie i zginanie boczne szkieletu ze strzałką ugięcia od osi symetrii broni w kierunku płytki. W efekcie szczelina miedzy przednią płaszczyzną bębenka, a tyłem lufy będzie szybciej wzrastała po stronie płytki. Ta niewielka różnica w wartości szczeliny (zależna od sztywności szkieletu i siły gazowej) mierzona po jej obu stronach np.
w fabrycznie nowym rewolwerze Colt Python .357 Magnum występowała już po oddaniu kilkudziesięciu strzałów i była łatwo sprawdzalna szczelinomierzem.
Były to wartości rzędu paru setnych milimetra. Broń była w dalszym ciągu sprawna, ale prawdziwy koneser znowu będzie kręcił nosem (i słusznie) – błąd konstrukcyjny.

Ręczne rozwiercanie na poprawny wymiar szyjek komór nabojowych – rozwiertak z kalibrowaną tulejką  prowadzącą

Na temat Mateby zamieszczano także informacje, że rewolwery automatyczne są mniej wrażliwe na energię naboju niż pistolety samopowtarzalne. Przeanalizujmy to twierdzenie: w rewolwerach automatycznych energia rozporządzalna (Er), jest prawie zawsze mniejsza niż w pistoletach samopowtarzalnych,
a bierze się to ze stosunkowo dużej masy ruchomej, którą tworzy zespól lufa – ruchoma cześć szkieletu – bębenek z nabojami. W pistolecie samopowtarzalnym masa magazynka i naboi nie ma żadnego udziału w odrzucie zamka, czy zespołu lufa – zamek, dochodzą jednak straty energii wynikłe z tarcia łuski przy przeładowaniu, oraz strata na jej wyrzut. Przy odpowiednim stopniu gładkości powierzchni, z którymi styka się nabój w trakcie przeładowania, straty te można poważnie ograniczyć. W efekcie rewolwery automatyczne będą bardziej czułe na energię odrzutu niż pistolety. Była to poważna wada, która przyczyniła się do
wyeliminowania rewolwerów automatycznych z obiegu. Podcinanie sprężyny powrotnej było skuteczne w niewielkim stopniu. Wpływ sporej masy ruchomej,
zgodnie z równaniem zachowania pędu, miał decydujący wpływ na prawidłowy przebieg cyklu.

 

Używanie tzw. „target loads”, czyli naboi o zmniejszonym ładunku (dla Unica 6 używającego amunicji .357 Magnum, będą to niektóre rodzaje amunicji tarczowej .38 SPL) powoduje krotki odrzut i nie zadziałanie automatyki. Będziemy wówczas mieli do czynienia z przyciężkawym standardowym rewolwerem SA/DA, czego miałem okazje doświadczyć strzelając z Webley-Fosbery amunicją o nieco mniejszej naważce prochu. Z drugiej strony zmniejszenie Er oznacza także zmniejszenie energii odrzutu broni, a to wpływa na poprawienie celności, co jest typowe dla rewolwerów automatycznych. Jest to zresztą jedyna zaleta broni tego typu.

 

Webley-Fosbery czasem można spotkać na aukcjach broni, produkcję Unica 6 zakończono w 2005 r. Nie było zbytu. Nazywając sprawę po imieniu – kolejna
rewolwerowa plajta. Jest to kolejny dowód na tezę o małej przydatności praktycznej rewolwerów.

 

Reasumując – rewolwer prawie zawsze będzie wymagał częstszych napraw/wymiany części niż tej samej klasy pistolet samopowtarzalny – a głównymi problemami są tu wspomniana ograniczona trwałość mechanizmu obrotu bębenka przy szybkim strzelaniu i związane z tym problemy ze współosiowością
komór nabojowych i lufy. Ten fakt dyskwalifikuje rewolwery do wielu dyscyplin strzeleckich. Ograniczona pojemność bębenka i dłuższy czas przeładowania w porównaniu do pistoletu samopowtarzalnego (nawet przy użyciu speedloaders) dyskwalifikują rewolwer dla niektórych rodzajów tzw. combat shooting. Do kompletu można jeszcze dorzucić wymóg delikatnego wychylania bębenka w celu przeładowania – gwałtowny ruch bronią w bok z jednoczesnym naciśnięciem na zatrzask bębenka powoduje jego uderzeniowe wychylenie i po kilku takich „pokazach” ramię, na którym zamocowany jest bębenek ulega zgięciu. Nie są to
duże wartości, ale efektem jest rozchodzenie się osi komór nabojowych i lufy. Takie masakrowanie mechanizmu pokazywane jest często na filmach i co gorsza znajduje naśladowców.

 

W zasadzie jedynymi zaletami układu rewolwerowego jest możliwość używania naboi z dowolnym kształtem pocisku, których nie przeładuje większość pistoletów, szczególnie starszych modeli ze wślizgiem lufy dopasowanym tylko do amunicji wojskowej FMJ. W przypadku niewypału w rewolwerze wystarczy następne pociągniecie za spust, podczas gdy pistolet trzeba przeładować, co zabiera nieco więcej czasu.

 

Zbigniew Szkudlarek

Wszystkie prawa zastrzeżone.

Wykorzystywanie i publikowanie materiałów znajdujących się w witrynie www.greenmenclan.com  zabronione bez pisemnej zgody autora.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

14 − 7 =